Strona główna OIL

   


 
Hospicjum
Chwila refleksji

      Od wielu lat, przy każdej okazji głoszę, że koledzy pracujący w hospicjum stacjonarnym, a także w opiece hospicyjnej domowej, stanowią najbardziej elitarną grupę lekarzy.

      Lekarze służący nieuleczalnie chorym, znajdującym się często w stanie terminalnym, podlegają stresom wymagającym szczególnych właściwości psychicznych. Zawsze zadaję sobie pytanie, jaka jest ich motywacja by świadomie wybrać takie właśnie zadania, z jednej strony niezmiernie trudne, z drugiej - jakże potrzebne. Niekiedy znajduję wytłumaczenie, na przykład powodem może być głęboka wiara, albo niezwykle humanistyczne nastawienie do otoczenia, częściej brak jednak logicznych uzasadnień. Wówczas pozostają słowa - powołanie lekarskie. Bo chyba nie chodzi nawet o przysłowiowy uśmiech krańcowo zmęczonego pacjenta, który zresztą niekiedy zmienia się w zupełnie odmienną reakcję. Wszyscy zgadzamy się, że praca hospicyjna jest niezwykle trudna i wyczerpująca. Niekiedy lekarz hospicyjny zdradza swoje przemyślenia; powstaje wówczas pasjonująca opowieść. Do takich perełek zaliczam prezentowaną w aktualnym Biuletynie książkę doktora Tomasza Dzierżanowskiego, pracującego w hospicjum, "Zimne wody Styksu"; zachęcam do lektury.
      Lekarze pracują w hospicjum "etatowo", często jako wolontariusze, niekiedy bezimienni. Przyjeżdżają lub przychodzą do pacjenta by zrobić mu zastrzyk, czasem drobny zabieg lub tylko podać tabletki i porozmawiać. Nie widziałem by przyjeżdżali mercedesami, częściej małym fiatem. Muszą reprezentować dogłębną wiedzę, bowiem w tym okresie choroby trudno jest pacjentowi pomóc. Trzeba być lekarzem i psychologiem. Pod względem etycznym daleko Hipokratesowi do hospicyjnego lekarza. Hipokrates był wspaniałym lekarzem, ale jak świadczy historia, miał o sobie wysokie mniemanie. Lekarz w hospicjum pracuje w ciszy i nie oczekuje "błogich owoców sztuki używanych w obfitości", jak głosi końcowa fraza przysięgi Hipokratesa.
      Po laudacji napisanej szczerze i ku chwale naszych kolegów organizujących i prowadzących pracę w hospicjach, czas zadać fundamentalne pytanie zaczynające się od DLACZEGO. Dlaczego ta elitarna grupa lekarzy, oddana sercem i duszą opiece nad chorym, musi codziennie walczyć o materialne podstawy istnienia ruchu hospicyjnego? Dlaczego ta forma tak trudnego leczenia została wyłączona z innych specjalności lekarskich i pozostawiona sama sobie? Opiera się głównie na społecznej hojności i w dużym stopniu przypomina średniowieczne systemy finansowania opieki nad chorym.
      Dlaczego nasz Kolega, dr Tadeusz Borowski-Beszta, ma ciągle walczyć o każdą złotówkę żeby dokończyć niezwykle potrzebną akcję rozbudowy białostockiego hospicjum przy ulicy Sobieskiego? Także Koleżanka dr Elżbieta Solarz, laureatka nagrody K. Kanigowskiego z 2010 roku, codziennie stara się pozyskiwać środki w ramach fundacji "Pomóż im" na realizację celów hospicjum dziecięcego, jeszcze trudniejszej formy opieki nad chorym, bo nad dzieckiem zwykle z chorobą nowotworową.
      Narodowy Fundusz Zdrowia pokrywa tylko częściowo koszty prowadzenia Hospicjum w zakresie działalności bieżącej. Cztery łóżka finansuje Zarząd Miasta. Natomiast wszystkie inne wydatki, w tym inwestycyjne, pochodzą z różnych darowizn i składek społecznych, o które zabiegają głównie lekarze hospicyjni.
      Gdy pytam poważnych urzędników różnych instytucji o możliwości finansowego wsparcia ruchu hospicyjnego, często słyszę, że pieniądze może by były, ale przepisy prawne nie pozwalają przekazać je w tym kierunku. A może czas na zmianę przepisów?
      Pieniądze z pewnością by były, zwłaszcza że koszt budowy i funkcjonowania hospicjum jest stosunkowo mały w porównaniu do innych inwestycji medycznych. Przecież w ostatnim roku powstał w Choroszczy nowy oddział psychiatryczny, na który znalazły się pieniądze, i który przez kilka lat będzie stał pusty czekając na pierwszych pacjentów odbywających w więzieniu karę za pedofilię. A potrzebne natychmiast łóżka hospicyjne, na które czeka kolejka chorych, rodzą się mozolnie przy akompaniamencie słów "co łaska". Może nadszedł czas na jakieś strukturalne rozwiązania?
      Moja chwila refleksji stanowi apel do decydentów by pozwolili lekarzom hospicyjnym zajmować się wyłącznie posługą chorym i odciążyć ich od choćby części kłopotów finansowych. Piękna akcja sadzenia żonkili, godna wielkiej chwały, nie rozwiąże przecież tych problemów.

Jan Stasiewicz
Listopad 2011

Biuletyn nr 5/2011 - pismo Okręgowej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Białymstoku.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2004  
Redaktor: serwis@bialystok.oil.org.pl  
Data utworzenia: 2012-01-27